Szewc w końcu znalazł buty

Zazwyczaj to my stoimy po tej „bezpiecznej” stronie barierki. To Piotrek i ja (Dziewul) wymyślamy Wam trasy po warszawskich, krakowskich czy wrocławskich zakamarkach, wysyłamy Was na piaszczyste skróty i patrzymy z lekkim uśmiechem (i kubkiem gorącego przelewu w dłoni), jak walczycie o każdą „pieczątkę” w naszym kawiarnianym paszporcie (a raczej w naszej aplikacji). Krótko mówiąc: uwielbiamy stawiać Wam wyzwania. Ale nadszedł ten moment, kiedy karma wróciła! Dziewul postanowił sprawdzić, czy organizator Coffee Race potrafi zrobić coś więcej niż tylko odróżnić flat white od cappuccino.

Dziewul: W maju ruszam do światowej stolicy gravelu – hiszpańskiej Girony – by wziąć udział w evencie, który moim skromnym zdaniem jest najbardziej epickim kolarskim świętem w Europie: The Traka. Mam nadzieję, przeżyć, świetnie się bawić i zobaczyć zaplecze organizacji – tak na wszelki wypadek 😛 

Misja: Test (a nie jazda po złote kalesony)

Zanim jednak zaczniecie obstawiać moje miejsce na podium, wyjaśnijmy sobie jedno: nie jadę tam walczyć o medale, ułamki sekund czy KOM-y na Stravie. Mój plan jest znacznie ciekawszy (i znacznie dla mnie bezpieczniejszy). Razem z marką Romet oraz Fundacją Pho3nix ruszamy z projektem, który ma na celu dwie rzeczy: przetestowanie mojego organizmu oraz sprawdzenie, jak w najtrudniejszych, katalońskich warunkach poradzi sobie nasz carbonowy pegaz – Romet Nyk 3.0 SRAM.

Będziemy sprawdzać, czy bezprzewodowa grupa Rival AXS zmienia biegi równie gładko, gdy w napędzie jest więcej hiszpańskiego pyłu niż smaru (jedzie z nami Smoove więc będzie spoko). Będziemy testować sztywność ramy na podjazdach, o których istnieniu wolałbym zapomnieć, i sprawdzać, czy carbon faktycznie wybacza błędy, gdy zmęczenie zacznie odcinać mi prąd. To ma być test „na żywym organizmie” – zero ściemy, dużo potu i jeszcze więcej szutru.

100 km kontra… kolarska abstrakcja

Warto wspomnieć o dystansach, bo tu zaczyna się robić zabawnie. Ja wybrałem opcję „rozsądną” (jeśli cokolwiek na miejscu tak można nazwać), czyli 100 km. To dystans, który pozwala się zmęczyć, nacieszyć oko widokami i – co najważniejsze – zdążyć na kolację i zimne cold brew w Gironie. 

Z drugiej strony mamy Szymona. Szymon najwyraźniej uznał, że spanie jest przereklamowane, a życie w siodle to jedyna słuszna droga, bo zapisał się na trasę… 560 km. Tak, dobrze czytacie. Pięćset sześćdziesiąt kilometrów. To nie jest trasa rowerowa, to jest wycieczka krajoznawcza przez pół Hiszpanii, podczas której pewnie zdąży mu urosnąć broda, a on sam nauczy się płynnie mówić po katalońsku do owiec na szlaku. Kiedy ja będę zbierał siły w kawiarniach i social ride’ach, Szymon prawdopodobnie będzie właśnie w połowie drogi do innego wymiaru. Szacunek? Tak. Zazdrość? Absolutnie nie. Przynajmniej o tej porze roku jak piszę ten tekst.

Zbrojenia na maj

Żeby jednak ta nasza hiszpańska przygoda nie skończyła się na pierwszym lepszym kamieniu, wspierają nas najlepsi w branży. Moje cztery litery będą wdzięczne marce fi’zi:k za siodło, które ma sprawić, że 100 km po kamieniach nie będzie przypominać siedzenia na kaktusie. O to, żebyśmy kręcili się bezawaryjnie, dbają koła Mavic uzbrojone w opony Michelin – mamy nadzieję, że jedyne „kapcie”, jakie nas spotkają, to te hotelowe po powrocie z trasy.

Wszystkie żele i inne klamoty upchniemy w torby od Pak In – bo wiadomo, że na gravelu trzeba wyglądać „pro”, nawet jak się właśnie pcha rower pod górę.

Dlaczego to robimy?

Bo Coffee Race to coś więcej niż kawa. To pasja, to sprawdzanie granic i to przede wszystkim społeczność ludzi, którzy kochają rowery tak samo mocno jak my. Chcemy Wam pokazać, że polski sprzęt od Rometa nie ma się czego wstydzić na europejskich salonach, a gravelowa przygoda jest dostępna dla każdego – niezależnie od tego, czy porywasz się na setkę, czy masz w sobie gen szaleństwa Szymona i celujesz w 560 km.

Bądźcie z nami w maju! Będziemy relacjonować każdy kilometr, każdy ból łydki i każdą wypitą w Gironie kawę (a plotki głoszą, że są tam wybitne – ciekawe czy mają flata na Oatly?). Trzymajcie kciuki!

Do zobaczenia na szlaku… albo w kawiarni pod katedrą w Gironie! 🚲☀️☕

foto: gravelearthseries.com