W kwietniu dostałem telefon od Dziewula. – „Już jest” – zdążył tylko powiedzieć, a ja już siedziałem w srebrnym smoku (naszym aucie do zadań specjalnych) i wpisywałem w nawigację adres: Romet Piaseczno.
Wygłodniały ruchu po mroźnej zimie spędzonej na zmianę w kawiarni Fat White i na domowej kanapie, ruszyłem z kopyta do salonu, aby odebrać ze stajni najnowszego Pegaza. Wiedziałem tylko, że to gravel, który ma być najnowszą propozycją na rok 2026. Dostałem wcześniej informacje o specyfikacji, natomiast cyferki i te wszystkie techniczne opisy nigdy mi wiele nie mówiły – dlatego tym bardziej chciałem go przetestować.
Na miejscu spotkało mnie ogromne zaskoczenie, bo mój Pegaz okazał się jednorożcem. Pierwsza rzecz, na którą zwróciłem uwagę, to malowanie tego cacka. Karbon zazwyczaj kojarzy nam się z posklejanymi warstwami włókien węglowych, co bardziej przypomina Venoma niż konika z bajki. W przypadku NYKa 2.0 mamy do czynienia z przepiękną karbonową ramą oraz widelcem w kolorze… No właśnie: jeden powie fioletowy, ktoś inny – śliwka z brokatem, a kolejna osoba zauważy brokatowe łzy radości wyżej wspomnianego jednorożca, rozświetlające purpurową ramę z subtelnym napisem Romet.
W zależności od pogody i kąta padania promieni słonecznych rower mieni się i zmienia swoje odcienie. Teraz pozostało już tylko załadować Nyka do smoka i zaplanować dla niego trasy.
Czas na testy, czyli cyferki w praktyce
Pierwsze wycieczki odbyłem na ustawieniach z salonu. Jedyne, co zmieniłem, to wysokość siodełka. Po przesiadce z modelu Boreas 2 od razu zauważyłem jedną podstawową różnicę – prędkość. Nie mam pojęcia, czy wynika to z tego, że przez zimę urosły mi nogi, ale jeśli to wykluczymy, zostają nam twarde fakty:
Waga roweru: czyli zaledwie 10 kg ze wszystkim!
Szybkie koła: rozmiar 28” z oponami o szerokości 45 mm.
Waga to oczywisty atut, ale chcę się przez chwilę skupić na kołach. Do tej pory jeździłem na węższych (i dużo węższych) oponach, bo byłem przekonany, że dzięki temu będę szybszy. Czterdziestki piątki szybko mnie wyjaśniły i pokazały, że byłem w błędzie. Opony Schwalbe G-One Allround świetnie sprawdziły się na szutrze oraz na ustawkach w lesie. Najbardziej zaskoczyły mnie jednak na asfalcie – są cichutkie, genialnie trzymają się zakrętów i pędzą jak wiatr.
To ostatecznie sprawiło, że to właśnie tym rowerem postanowiłem pęknąć moje pierwsze 200 km za jednym zamachem.
Misja: Kierunek Lubelszczyzna
Zaplanowałem trasę za Lublin. Załadowałem torby żelkami oraz sprzętem wyprawowym (dętka, pompka, łyżki, gaz pieprzowy), zalałem bidony i wyruszyłem. Po drodze miałem szansę przetestować każdą z możliwych nawierzchni: od świeżych asfaltów, przez leśne dukty, aż po polne, błotniste drogi.
Karbonowa rama wraz z widelcem elegancko tłumiła drgania, a niska waga roweru dodała mi powera, kiedy dojechałem do nałęczowskich podjazdów. Na przewyższeniach przydał się też napęd Shimano. W końcu załapałem, po co w ogóle jest ta dodatkowa tarcza z przodu! Przydała się na 15-procentowych podjazdach, z kolei najwyższe biegi pozwalały mi „dokręcać” z górki i wykręcać rekordy na zjazdach. Czasem zapominałem, że jadę gravelem, bo pędziłem, jakbym leciał szosą.
Hamulce podobno są jak żyleta, bo to hydrauliczne tarczówki, ale nie chcę pisać o nich bajek, bo rzadko hamuję – wolę szybko latać. NYK 2.0 idealnie sprawdził się w długiej trasie.
Podsumowanie
Propozycja Rometa na 2026 rok to mega stylowy gravel. Wizualnie na pewno wyróżnia się na tle tegorocznych premier (malowanie po prostu rozbraja).
Ten sprzęt idealnie sprawdzi się na mieszanych trasach – jest szybki na asfalcie i agresywny w terenie. Miałem nim zrobić symboliczne 200 km, a zaraz pyknie nam wspólny tysiąc. To chyba najlepszy dowód na to, jak wygodny jest to rower!

